Są prawdziwą bombą witamin, mikroelementów, białka, kwasów omega 3, błonnika... Smaczne i niskokaloryczne. Kiełki – bo o nich mowa – z łatwością wyhodujesz we własnej kuchni.

 

JEDZENIE PĘDÓW MŁODYCH ROŚLIN KOJARZY CI SIĘ Z NUDĄ, NIJAKIM I MDŁYM SMAKIEM? STOP! Gdyby tak było, starożytni pewnie nie byliby nimi zainteresowani. Tymczasem już 5 tysięcy lat temu kiełki docenili Chińczycy. Stosowali je w kuchni, ale traktowali również jako leki.


TO, CO NAJCENNIEJSZE

Aż trudno uwierzyć, że te niepozorne roślinki mają wielką moc: wzmacniają odporność i poprawiają pamięć, chronią przed wpływem wolnych rodników, dodają energii. Dobrze wpływają na nasz nastrój i formę. Obniżają ciśnienie krwi i poziom złego cholesterolu, zapobiegają miażdżycy. Chronią przed nowotworami. Mają działanie odtruwające. Dzięki ich regularnemu spożywaniu możesz mieć piękną cerę, błyszczące włosy, mocne paznokcie. Kiełki wzmacniają kości i zęby. Przynoszą ulgę reumatykom. Poprawiają apetyt, usprawniają też trawienie, zwłaszcza tłuszczów (dlatego powinny się znaleźć w diecie osób, które się odchudzają).

 

HODOWLA? MOŻESZ TO ZROBIĆ!

Kiełki możesz kupić w każdym dobrym sklepie spożywczym, ale będziesz pękać z dumy, gdy na kanapce położysz świeżutkie pędy z własnej hodowli. Pracy przy tym niewiele, koszty minimalne, a satysfakcja gwarantowana. Od czego należy zacząć? – Od kupna nasion. Najlepsze z oznaczeniem „do kiełkowania” znajdziesz w sklepach ze zdrową żywnością (nie kupuj nasion w sklepie ogrodniczym, bo mogą być nasączone chemicznymi konserwantami). Nasiona warto przejrzeć i odrzucić te, które są przebarwione albo uszkodzone. Potem trzeba je namaczać przez co najmniej kilka godzin w chłodnej wodzie (wody powinno być dwa razy więcej niż nasion). Napęczniałe ziarna przepłucz i wysiej. Możesz to zrobić np. na sitku, ligninie (kto nie wysiewał tak rzeżuchy przed Wielkanocą?), albo w najzwyklejszym słoiku (zamiast zakrętki użyj przepuszczającej powietrze gazy, a słoik postaw do góry dnem). Przydatna jest też kiełkownica złożona z trzech, nakładanych na siebie pojemników, zbiornika na wodę i pokrywy. Nasiona wysypujesz na rowkowane dno (dzięki temu równomiernie się rozłożą). Nadmiar wody odprowadzają specjalne syfony (trzeba jednak uważać, bo zdarza się, że się zapychają, a gdy woda nie jest dobrze odprowadzana nasiona pleśnieją).

 

DODAWAJ DO WSZYSTKIEGO

Nasiona kiełkują najlepiej w temperaturze ok. 20–22 stopni C. Nie wolno jednak stawiać ich na słońcu (bo będą gorzkie). Kiełki najbardziej lubią półcień i... częste kąpiele. Trzeba je przepłukiwać co najmniej dwa razy dziennie, najlepiej w letniej przegotowanej lub przefiltrowanej wodzie (doświadczeni hodowcy podpowiadają, że nawet jeśli używasz kiełkownicy, nasiona dobrze jest zebrać, przepłukać na sitku i wysypać z powrotem na swoje miejsce. Dzięki temu znika ewentualny problem z syfonem). Pamiętaj, by dobrze je potem odsączyć, bo zbyt mokre mogą zgnić. Kiełkom musisz zabezpieczyć też dobrą cyrkulację powietrza. Teraz wystarczy poczekać kilka dni (nie zapomnij o płukaniu nasion!) i twój „pokarm życia” jest gotowy. Świeżo zebrane kiełki są najbardziej wartościowe – mają najwięcej cennych substancji. Przez kilka dni możesz je też śmiało przechowywać w lodówce. Trzeba je tylko opłukać i porządnie osuszyć. Nie odrywaj pędu od ziarenka. Jadalna jest całość (tylko wyjątkowo twarde łuski niektórych nasion lepiej jest usunąć). Kiełki o wyrazistym smaku dodają charakteru najprostszym daniom. Doskonale pasują do warzywnych sałatek, twarogu, jajecznicy czy jogurtu. Łagodniejsze nadają się do koktajli, zup (świetnie sprawdzają się zamiast natki pietruszki czy koperku), duszonych warzyw i ryb, a nawet deserów. Wszystkie bez wyjątku są bezcenne dla zdrowia.


 


Artykuł pochodzi z czasopisma Peso Perfecto nr 1 (26) 2015.

Zachęcamy do lektury!